Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
184 posty 938 komentarzy

Wojciech Sumliński - rozprawa z dn.06.12.2011 r.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przedstawiam Państwu relację z kolejnej rozprawy przeciwko dziennikarzowi śledczemu Wojciechowi Sumlińskiemu, autorowi książki "Z mocy bezprawia".

Dzisiaj w Sądzie Rejonowym dla Warszawa Wola odbyła się kolejna rozprawa procesu, w którym, na podstawie art.230 par.1 kodeksu karnego prokuratura oskarża dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oraz byłego pracownika kontrwywiadu PRL, Aleksandra L. o rzekomą płatną protekcję podczas procesu weryfikacji żołnierzy WSI.

Uprzejmie proszę szanownych Czytelników, aby w ewentualnych komentarzach dotyczących byłego oficera kontrwywiadu PRL posługiwać się jego imieniem i inicjałem nazwiska Aleksander L., ponieważ nie wyraził on zgody na poprzedniej rozprawie na podawanie jego nazwiska w relacjach z procesu, a ja chciałbym mieć możliwość dalszego informowania Państwa o jego przebiegu.

Oskarżony dziennikarz kontynuował składanie swoich wyjaśnień, dotyczących okoliczności nawiązania przez niego ścislejszych relacji ze współoskarżonym, Aleksandrem L. Tłumaczył przyczyny przekroczenia tego swoistego rubikonu, którymi były przede wszystkim waga przekazywanych przez byłego oficera tajnych służb PRL informacji, jak również opinie na ten temat innych kolegów-dziennikarzy, m.in. Leszka Misiaka z "Gazety Polskiej". Podkreślił, że kryterium, jakim się posługiwał, była prawdziwość i ważność danej informacji dla opinii publicznej, a nie motywy, z powodu których taka informacja była mu przekazywana, ponieważ były one praktycznie i tak niemożliwe do odgadnięcia.

Przywołał przy tym serię swoich artykułów, które powstały na podstawie informacji otrzymanych od Aleksandra L., a opisujących spółki, w których składzie figurowali byli współpracownicy tajnych służb PRL oraz członkowie nomenklatury z tamtych czasów. Wspomniał m.in. o spółce "Megagaz", gdzie pracowali np. Roman Kurnik, ostatni szef kadr SB, a później dyrektor Departamentu Kadr w Komendzie Głównej Policji i zastępca zamordowanego gen. Marka Papały oraz Wiesław Huszcza, ostatni skarbnik PZPR i pierwszy skarbnik nieistniejącego już SdRP.

Dziennikarz obrazowo opisał, że dzięki otrzymywaniu tak istotnych informacji od Aleksandra L. oraz innych osób, które dzięki niemu poznał, niemal niezauważalnie Aleksander stał się dla niego Olkiem, co nieco przypominało mu podobną sytuację z filmu "Donnie Brasco". Tym, którzy nie widzieli filmu podpowiem, że chodził tu o porównanie działań dziennikarza do pracy tajnego agenta FBI, który tak głęboko wniknął w struktury rozpracowywanego gangu, nawiązał z przestępcami tak bliskie relacje, że potem miał z tym swojego rodzaju problem...

Jednocześnie dzienikarz podkreślił, że zdawał sobie sprawę z być może niskich pobudek Aleksandra L., który mu te informacje przekazywał. Wiedział, że prawdopodobnie jest w jakiś sposób wykorzystywany, jako dziennikarz, w rozgrywkach pomiedzy różnymi grupami interesów, o których niemal nic nie wiedział, szczególnie w kontekście motywów tych rozgrywek. Jednak waga tych informacji była tak duża, że trzymając się swoich kryteriów (o których wspomniał wcześniej) i oczywiście po ich sprawdzeniu, informacje te publikował.

Dzieki Aleksandrowi L. dziennikarz poznał m.in. mecenasa Andrzeja P., który był adwokatem tzw. zarządu "Pruszkowa", co pozwoliło mu choćby odkryć powiązania gangsterów z byłymi funcjonariuszami tajnych służb komunistycznych. Dotarł również do zaznań Jarosława Sokołowskiego "Masy", ale dziwiło go, że zeznania tego niezwykle ważnego świadka koronnego dotyczące innych gangsterów są traktowane bardzo poważnie, natomiast jego zeznania dotyczące powiązań tychże gangsterów z politykami, mi.in. z SLD, są pomijane i nie jest tym zeznaniom nadawany jakikolwiek dalszy bieg.

Następnie dzienikarza przypomniał sprawę publikacji przez "Wprost" zdjęć ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z lobbystą Markiem Dochnalem. Sprawa ta jest o tyle istotna, ze dostęp do tych zdjęć umozliwił mu właśnie Aleksander L., ale wymusił na nim jednocześnie warunek, że zdjęcia te muszą zostać opublikowane w najbliższym numerze tygodnika. Wojciech Sumliński zaznaczył, że publikacja ta nastąpiła w dniu, w którym Aleksander Kwaśniewski miał się stawić przez śledczą komisją sejmową w tzw. sprawie PKN Orlen, a wcześniej zdecydowanie zaprzeczał, że kiedykolwiek poznał Marka Dochnala.

Ponieważ po opublikowaniu zdjęć Aleksander Kwaśniewski odmówił stawienia się przed komisją śledczą, Wojciech Sumliński zrozumiał, że prawdopodobnie został w jakiś sposób wykorzystany przez Aleksandra L., aby tak się właśnie stało, a sama publikacja zdjęć, jego zdaniem, była dla prezydenta czytelnym "sygnałem", jak powinien postąpić.

Był to moment, w którym Wojciech Sumliński rozważał zakończenie swoich relacji z Aleksandrem L., ale po zastanowieniu się postanowił od tej pory stosować wobec niego zasadę ograniczonego zaufania przy korzystaniu z informacji, jakie ten mu dostarczał. Decyzja o kontynouwaniu relacji wynikała również z faktu, że ten były wysoki oficer tajnych służb PRL dostarczał mu informacje dotyczące zarówno WSI, które w tamtym okresie było jednym kluczowych zagadnień, nad którymi pracował, jak również na temat nieznanych okoliczności śmierci ks.Jerzego Popiełuszki, która to sprawa dla dziennikarza jest absolutnym priorytetem.

Dziennikarz przypomniał, że właśnie w latach 2006/7 przygotowywał dla ogólnopolskiej TVP INFO cykl reportaży dotyczących nadużyć popełnionych przez funkcjonariuszy WSI, jedynej praktycznie nie zweryfikowanej po 89 r. tajnej służby prl-owskiej, wywodzącej się w prostej linii z WSW (Wojskowej Służby Wewnętrznej), jak również prowadził w TVP Lublin swój autorski program "Oblicza prawdy", w którym zajmował się podobnymi tematami, czyli działaniami SB, WSW oraz WSI. W tym samym czasie otrzymał też z wydawnictwa "Fronda" propozycję napisania na ten temat książki.

Powracając do pytania, jaki cel mógł mieć były funkcjonariusz tajnych służb PRL, przekazując mu wiele ściśle tajnych informacji, Wojciech Sumliński zwrócił uwagę, że środowisko byłych funkcjonariuszy tych służb, podobnie jak środowisko gangsterów, nie było monolitem i było poprzedzielane siecią przeróżnych interesów, niejednokrotnie ze sobą sprzecznych. Dziennikarz odbywał w tamtym czasie dziesiątki spotkań z przeróżnymi ludźmi, z przeróżnych środowisk, również byłych funkcjonariuszy służb, poznawanych m.in. dzięki Aleksandrowi L., a jego praca była w tamtym okresie, jak to sam określił, wręcz para-wywiadowcza.

W tym samym czasie utrzymywał również kontakty z pracującym w IPN Leszkiem Pietrzakiem, ale o ich charakterze i naturze dziennikarz nie chciał się zbyt szeroko rozwodzić, powołując się na tajemnicę dziennikarską. W każdym razie kontakty te dotyczyły m.in. książki o okolicznościach śmierci ks.Jerzego Popiełuszki, którą dziennikarz planował napisać po zebraniu odpowiedniej ilości materiałów. Pan Leszek Pietrzak z kolei współpracował prokuratorem Andrzejem Witkowskim, któremu dwukrotnie odbierano już prowadzenie śledztwa w sprawie okoliczności śmierci ks.J.Popiełuszki, przy czym po raz pierwszy odebrano mu tę sprawę w 1991 r., kiedy to znalazł się w posiadaniu dowodów, że późniejsi zabójcy księdza Jerzego byli już wcześniej, niemal na miesiąc przed dokonaniem zabójstwa, stale obserwowani przez... funkcjonariuszy WSW.

Wg słów dziennikarza, prokurator Witkowski dotarł do 6 świadków tej obserwacji, prowadzonej również w dniu zabójstwa, z których 3 zadeklarowało, że jeśli otrzymają od polskich władz gwarancje ochrony i bezpieczeństwa, to powiedzą prawdę o okolicznościach śmierci księdza Popiełuszki. Niestety, kiedy prokurator Witkowski udał się z tymi informacjami do Ministerstwa Sprawiedliwości, dalsze sledztwo w tej sprawie zostało mu... odebrane.

W tym momencie oskarżony Aleksander L. poprosił o przerwanie rozprawy, ponieważ nagle źle się poczuł. Sędzia prowadzący rozprawę przychylił się do jego prośby.

Kolejna rozprawa odbędzie się już za trzy dni, w piątek 9 grudnia 2011 o godz. 10:00 w sali nr 134 Sądu Rejonowego dla Warszawa Wola, ul.Kocjana 3.

Terminy kolejnych rozpraw zostały ustalone na:

17.01.2012 godz.12:00 sala 134, 25.01.2012 godz.12:30 sala 29 oraz 30.01.2012 godz.12:30 sala 29.

Pan Wojciech Sumliński jest Państwu bardzo wdzięczny za zainteresowanie jego procesem, słowa otuchy są dla niego w tej trudnej sytuacji bardzo ważne.

 

Materiał na podstawie informacji własnych. Relacja z poprzedniej rozprawy:

http://ander.nowyekran.net/post/41043,proces-wojciecha-sumlinskiego-rozprawa-w-dniu-18-11-2011

KOMENTARZE

  • ciekawe
    Jak to jest, że zawsze gdy sąd do czegoś się zbliża to jakiś podsądny poczuwa sie źle i pojawia się odroczenie? Taka zagadeczka.
  • @Łażący Łazarz@autor
    A co lekarza nie było na sali rozpraw. Gdyby powąchał amoniaku od razu
    poczuł lepiej. Tak niechcący ten handlarz kościmi z Katynia dostał cynk.
    Mówię tutaj Kwaśniewskim. Brawo Panie Wojciechu Sumliński.
    Pozdrawiam.
  • @Łażący Łazarz
    Sytuacja faktycznie była ciekawa, w sensie momentu, w którym oskarżony L. poprosił o przerwanie rozprawy. Nie mam jednak podstaw, aby kwestionować to jego "złe poczucie się" - mam nadzieję, że Pan Wojtek pociągnie temat tych świadków z WSW.

    Pozdrawiam
  • @kanton
    No, nie było. Mam nadzieję, że to "złe poczucie się" oskarżonego L. to przypadkowa sprawa.

    Pozdrawiam
  • @ander
    Z Twojej relacji wynika, że pan Sumliński w zasadzie powtarza to, co napisał w swojej arcyciekawej książce"Z mocy bezprawia".
    Jestem w trakcie czytania i polecam wszystkim.
  • Wojciech Sumliński mówi nieprawdę
    Niestety, ale muszę zaprotestować przeciwko przedstawionej tutaj wersji wydarzeń. Po artykule Wojtka w Focusie, to już drugie publiczne podanie nieprawdy. Materiały dotyczące zdjęć Marka Dochnala przygotowałem dla Wprost razem z Wojtkiem Sumlińskim, pod materiałami jesteśmy podpisani obaj. Aleksander L. nie miał nic wspólnego z przekazaniem nam zdjęć. Dokonała tego zupełnie inna osoba z zupełnie innych pobudek niż jest tutaj napisane.

    P.S
    Wszystkim wątpiącym przypomnę, że w 2008 r. ja na łamach Wprost ujawniłem fakt spotkań płk. Aleksandra L. i ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.
  • @grazss
    Faktycznie, bardzo wiele rzeczy przedstawia właśnie w ten sposób, czasem dodaje pewne dodatkowe fakty, ale nie wszystko wyłapuję. a nie mogę też pisać wszystkiego słowo w słowo, bo notka byłaby koszmarnie długa.

    Mimo wszystko słucha się tego z zapartym tchem.

    Pozdrawiam
  • @Jan Piński
    Nie będę z Panem polemizował, starałem się wiernie przedstawić słowa lub ich wymowę, jakie padły na sali sądowej.
    Mam nadzieję, że niczego nie przekręciłem - Pan Wojtek mówił, że cała sytuacja ze zdjęciami została zapoczątkowana przez Aleksandra L., natomiast potem zdjęcia zostały przekazane w jakiejś kancelarii prawnej, o ile dobrze zrozumiałem.

    Proszę może skonsultować się z Panem Wojtkiem w tej sprawie - może to ja coś źle zrozumiałem, nie chcę i nie potrafię tu niczego wyrokować, jeśli ja coś przekręciłem, powiem przepraszam i poprawię.

    Pozdrawiam
  • @ander
    Niestety, nie ma z czym polemizować i wyjaśniać. Wersja przedstawiona przez Pana jest identyczna z tą, którą przeczytałem w Focusie i w książce Wojtka i nie ma nic wspólnego z prawdą. Prawdziwa jest informacja o kancelarii, ale nieprawdziwa jest o roli płk. L w tej sprawie. Z kancelarią skontaktował nas zupełnie kto inny. L. nigdy nie było w tej sprawie. Nieprawdziwe są również tezy, że warunkiem otrzymania zdjęć było "odpalenie" ich w dniu przesłuchania Kwaśniewskiego przed komisją. "Cena" za zdjęcia była zupełnie inna. "Prawa" do połowy zdjęć dostał Wojtek, a ja do drugiej (wyszły w 2 numerach Wprost pod rząd). Postanowiliśmy połączyć siły i pierwszy materiał podpisać Sumliński, Piński, a drugi na odwrót. Po przeczytaniu książki Wojtka, poważnie rozważam zabranie głosu w także innych sprawach, ponieważ zawiera ona szereg innych nieprawdziwych informacji. Na razie ograniczę się do publicznego sprostowania fragmentu, który bezpośrednio mnie dotyczy.
  • @Jan Piński@Ander
    To bardzo dobrze że panowie chcecie dojść do setna tej sprawy.
    Nasza obecna historia musi być
    w miarę obiektywna i rzetelna. aby nasze dzieci i wnuki nie musiały się za nas wstdzić. Serdecznie Panów pozdrawiam.
  • matactwo
    Przeczytałem wpis P.J.Pińskiego w tej sprawie który kwestionuje prawdziwość twierdzeń Pana Sumlińskiego odnośnie zdjęć.Skoro Pan Sumliński w tej sprawie mówi nieprawdę to może rzutować na prawdziwość całej jego obrony.Aby obronić się przed zarzutami aktu oskarżenia musi on mówić o sprawach których jest pewien nie spekulować i nie przesuwać sprawy na jakieś kolejne zagadnienia.
  • @Płk Kufel
    Myślę, że najlepiej by było, jakby Panowie wyjasnili sprawę między sobą.
    Ja tylko relacjonuję, w miarę moich możliwości, jak najdokładniej, sam proces. Pana Wojtka nie znam, trudno mi się wypowiadać na temat jego linii obrony.
    Co do poruszania kolejnych zagadnień - sąd się zgodził, aby Pan Wojciech szerzej naświetlił tło całej "sprawy", tak więc wydaje się, że uważa to za istotne.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej