Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
184 posty 938 komentarzy

Czy już nie za późno na wizyty prokuratorów z NPW w Smoleńsku?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W dniu 08.12.2010 r., prawie dokładnie rok temu, w dzienniku "Rzeczpospolita" ukazał się artykuł redaktora Cezarego Gmyza, zatytułowany "Dlaczego polscy śledczy nie skorzystali z rosyjskiej oferty" (1).

Jaka toi była oferta? Otóż w nocy z 10 na 11 kwietnia 2010 r. doszło do narady rosyjskich oraz polskich śledczych, w tym prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk. Krzysztofa Parulskiego oraz Ireneusza Szeląga, na której to naradzie ustalono m.in., że:

"6. W razie wniosku przedstawicieli polskich organów śledczych zorganizować ich udział w prowadzeniu działań śledczych (oględziny, przesłuchania świadków). (Wykonawcy: Guriewicz M.G., Szczukin. A.W., Szelong I, Sułek D.)"

Konkluzja artykułu jest dość czytelna: w pierwszych dniach po "katastrofie" w Smoleńsku zaprzepaszczono szansę na udział polskich prokuratorów wojskowych w kluczowych czynnościach śledczych, a w każdym razie brali oni w nich udział w znacznie węższym zakresie, niż mogli czy też powinni.

Z artykułu wynika również, że prokuratorzy z NPW brali również udział "w części oględzin miejsca katastrofy Tu-154."

Na reakcję Naczelnej Prokuratury Wojskowej nie trzeba było długo czekać. Już następnego dnia, 09.12.2010 r. opublikowała ona swoje oświadczenie (2), z którego zacytuję Państwu końcowy fragment, choć polecam jego lekturę w całości, jest bowiem niezmiernie ciekawe i wiele mówi o sposobie prowadzenia przez prokuraturę śledztwa w sprawie Tragedii Smoleńskiej:

"Artykuł red. Cezarego Gmyza, jak rozumiemy, miał pokazać, że polscy prokuratorzy na miejscu katastrofy w Smoleńsku generalnie niewiele zdziałali, a to co zrobili, przyniosło niewiele pożytku. Teza ta jest, po pierwsze wysoce krzywdząca, a po drugie zupełnie oderwana od rzeczywistości. Jak staraliśmy się wykazać wyżej, efektem ciężkiej i przeprowadzonej w bardzo trudnych warunkach pracy, było wykonanie czynności procesowych, które z punktu widzenia polskiego śledztwa, były najważniejsze. Co szczególnie istotne, uzyskaliśmy aktualny obraz miejsca katastrofy i terenu przyległego, a nadto mogliśmy monitorować prace rosyjskich śledczych. Ma to niebagatelne znaczenie dla oceny pozyskiwanego z Federacji Rosyjskiej materiału dowodowego i stanowi ważną podstawę do formułowania trafnych wniosków o pomoc prawną.
Z rosyjskiej oferty skorzystaliśmy zatem w całej pełni."

Nie wiem, jak teza redaktora Gmyza oderwała się od rzeczywistości, ale dosłownie przedwczoraj, czyli rok po ukazaniu się wspomnianego na początku artykułu, na stronach NPW ukazało się oświadczenie (3), które zaczyna się w następujący sposób:

"W sobotę, 17 grudnia 2011 r., prokuratorzy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz polscy biegli – członkowie zespołu powołanego przez prokuraturę w dniu 3 sierpnia 2011 r., w celu wydania kompleksowej opinii stwierdzającej okoliczności, przyczyny i przebieg katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 r., wrócili z Rosji do Polski.

W Smoleńsku brali udział w dokonaniu pomiarów terenowych od progu pasa startowego do bliższej radiolatarni oraz w miejscach kontaktu samolotu TU 154 M nr 101 z przeszkodami terenowymi (od bliższej radiolatarni do miejsca upadku)."

Przeczytałem to oświadczenie NPW i zacząłem się zastanawiać, jaki ten wyjazd ma sens dla prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Skąd moje wątpliwości? A z lektury tzw. raportu komisji Millera:

"Po 10.04.2010 r. w rejonie osi podejścia do lotniska SMOLEŃSK PÓŁNOCNY dokonano wycinki drzew. Na Rys. 20 zaznaczono miejsca wycinki drzewostanu, który miał wpływ na zobrazowanie statków powietrznych na wskaźniku radiolokatora lądowania i ograniczał widoczność świateł na osi podejścia do DS 26. Kolejne rysunki przedstawiają różnice w drzewostanie między dniem 10.04.2010 r. (Rys. 21-Rys. 24) a 30.06.2010 r." (str.187)

Na stronach od 183 do 188 tzw. raportu komisji Millera można sobie obejrzeć, w jaki sposób została dokonana ta wycinka. Nic zresztą dziwnego, że tak się stało, bowiem " Po szczegółowej analizie terenu, przeszkód i powierzchni ograniczającej podejście stwierdzono, że wysokość wielu drzew przekraczała dopuszczalną w odległości od końcowego pasa bezpieczeństwa (KPB) do 900 m od progu DS 26. Na osi DS 26 w rejonach świateł podejścia występowało bardzo gęste zadrzewienie. Drzewa oraz krzewy przysłaniały załogom statków powietrznych światła systemu świetlnego oraz znacznie ograniczały obsadzie BSKL widoczność podejścia do DS 26. (str.183)

Czy w takim razie redaktor Cezary Gmyz nie miał jednak racji, podnosząc w swoim, opublikowanym rok temu artykule, że działania wojskowych prokuratorów zaraz po tragedii nie były jednak wystarczające?

A może... ktoś prokuratorom jednak nieco utrudniał te działania, bo przecież nie zakładam, że działali oni w złej woli?

Skąd to moje, być może nieco dziwne, pytanie?

Wynika ono z opublikowanych przez "Gazetę Polską" stenogramów rozmowy z dn.22.04.2010 r. panów Klichów, Edmunda i Bogdana, których to panów chyba nie muszę Państwu szerzej przedstawiać (4):

"EK: Mogę coś powiedzieć. W rozporządzeniu, na które ta decyzja się powołuje, jest zalecone, zalecone takiej komisji, wręcz nakazane, na co pan minister się słusznie powoływał w rozmowie ze mną, w tej takiej dość burzliwej, po problemie z prokuratorem ministrem Parulskim, że ja muszę współpracować z prokuraturą i żandarmerią. Natomiast w załączniku 13 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym jest wpisane, że te dwa badania mają być prowadzone oddzielnie. I tam jest to bardzo mocno zaznaczone.

BK: Taak…"

Taaak...

W badaniu każdej katastrofy, każdego wypadku, czy też każdego zamachu bardzo ważne są pierwsze dni, a wręcz początkowe godziny, aby dokonać jak najwięcej czynności śledczych i uniknąć zacierania śladów. Sądzę, że nie muszę Państwu tego pogladu szerzej uzasadniać. Wiadomo, że na terenie hipotetycznej katastrofy, obok lotniska Smoleńsk "Północny", postępowano dokładnie odwrotnie: od pierwszych godzin i dni systematycznie zacierano ślady, wycinając drzewa, niwelując teren, tnąc i wywożąc z miejsca hipotetycznego upadku tupolewa elementy wraku. Jeśli ktoś nie dowierza moim słowom, najlepiej, żeby przemówił do niego obraz, zarejestrowany przez operatorów  "Misji Specjalnej" (5).

Czy w takim razie nie jest już po prostu za późno na wizyty wojskowych prokuratorów w Smoleńsku? 

 

(1) http://www.rp.pl/artykul/69745,575484.html

(2) http://www.npw.gov.pl/491-4a112b267c50b-24201-p_8.htm

(3) http://www.npw.gov.pl/491-4a112b267c50b-33577-p_1.htm

(4) http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/375125,rozmowa-dwoch-klichow

(5) http://www.youtube.com/watch?v=jPxtAJ0pAO0

KOMENTARZE

  • Autor.
    Witam. Wiadomo o fakcie, że przez 3-4 dni, badano tą"maskirowkę" na podstawie umowy z 93 r, dotyczącą katastrof samolotów wojskowych.
    Potem E. Klich "pognał" prokuratorów i ekspertów polskich do kraju, bo ustalono, ze bedzie obowiązywał p.13 kowencji Chicagowskiej. Ciekawe, jakich mocodawców miał E.Klich, że usunął polskich specjalistów. Jednym z nich jest Morozow, zastępca "strasznej babci".
    Jeżeli Morozow informuje przez telefon E. Klicha, że będzie on akredytowanym ekspertem do badania tej "maskirowki", to mamy pytanie, po co jest premier, któremu E.Klich podlega!!! Czekam na jakiś duży przełom w tej sprawie i wtedy skończą się spekulacje i dywagacje o pierdołach. Są 3 powazne dowody, ze to był ZAMACH. 1-gdyby to była zwykła katastrofa, to ruskim zalezałoby na szybkim wyjasnieniu sprawy, 2- samolot, spadając z ok 15-20 m, nie rozbija się na tysiące kawałków i nie było takiego przypadku w historii katastrof lotniczych oraz 100% ofiar, 3- na tym pobojowisku NIE BYŁO CIAŁ OFIAR, 120 FOTELI I BAGAZY. To zeznało dwóch swiadków naocznych: Bahr i Wiśniewski. Pozdrawiam dociekliwych badaczy-zibi.
  • @zibi
    Dziękuję za komentarz. Od samego początku, od pierwszych chwil wokół Tragedii toczyła się przedziwna gra, w której uczestniczyły instytucje naszego kraju powołane do wyjaśniania spraw, a nie do ich zaciemniania czy manipulowania. Prawdopodobnie pierwsze dwa-trzy dni były decydujące, aby w "odpowiednim" kierunku poprowadzić tzw. śledztwo oraz oddać jego prowadzenie w ręce "odpowiednich" ludzi - i tak się właśnie stało, co zresztą pośrednio wynika ze stenogramu nagranej rozmowy pomiędzy Klichami.
    A premier? No cóż, premier, jak wiadomo, coś tam "na gębę" potwierdził Rosjanom (ciekawe, czy sam wie, co?) ii tyle się w zasadzie przejmował tą sprawą.

    "gdyby to była zwykła katastrofa, to ruskim zalezałoby na szybkim wyjasnieniu sprawy" - dokładnie, to jest argument zasadniczy i wszyscy ci, którzy coś tam majaczą, że "w Rosji to jest tak, a nie inaczej, u nich tak zawsze, oni muszą postawić na swoim, no i lotnisko wojskowe" itp. - dobrze wiedzą, że jedno słowo Putina załatwiłoby sprawę.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej