Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
184 posty 938 komentarzy

Wojciech Sumliński - rozprawa w dn.30.01.2012 r.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Walka o prawdę w naszym kraju cały czas trwa, również na salach sądowych.

Przedstawiam Państwu kolejną relację z procesu, w którym Prokuratura, powołując się na art.230 par.1 kodeksu karnego, oskarża dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oraz byłego pracownika kontrwywiadu PRL, Aleksandra L., o rzekomą płatną protekcję podczas procesu weryfikacji żołnierzy WSI, prowadzonym przez komisję pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza w czasie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Uprzejmie proszę szanownych Czytelników, aby w ewentualnych komentarzach posługiwać się imieniem i inicjałem nazwiska współoskarżonego wraz z dziennikarzem byłego wysokiego oficera kontrwywiadu PRL, Aleksandra L., ponieważ nie wyraził on zgody na podawanie w relacjach z procesu na swoich danych osobowych ani na publikowanie jego wizerunku.

Na dzisiejszej rozprawie, która odbyła się tak, jak poprzednio, w gmachu Sądu Rejonowego dla Warszawa - Wola przy ul. Kocjana 3, tym razem w sali nr 29, oskarżony dziennikarz Wojciech Sumliński w dalszym ciągu kontynuował składanie swoich wyjaśnień.

Na początek odniósł się on do "wizji prokuratury" w kontekście aktu oskarżenia, starając się tę wizję opisać następującymi słowami:

"uczciwy oficer WSI (płk.Leszek Tobiasz - przypis autora relacji) powziął informację o przestępstwie, następnie udokumentował to przestępstwo (nagrywając swoją rozmowę z Aleksandrem L. - przypis autora relacji), a ponieważ sprawa mogła mieć wymiar polityczny, więc jego zdaniem politycy PiS ukręciliby tej sprawie głowę, wobec czego odczekał, aż zmieniły się rządy w Polsce i wtedy sprawa ta przestała być sprawą polityczną, a stała się zwykłą sprawą kryminalną " - i dopiero wtedy zawiadomił o tym przestępstwie organa ścigania (kilka miesięcy po nagraniu rozmowy z Aleksandrem.L - przypis autora relacji).

Opisując tę wizję prokuratury, Wojciech Sumliński zwrócił uwagę, że prokuratura cały czas obdarza pełnym zaufaniem Aleksandra L., ponieważ wyraził on wolę dobrowolnego poddania sie karze, choć przyznał on (Aleksander L.) na poprzednich rozprawach, że inspiratorem całej tej sprawy korupcyjnej był płk. Leszek Tobiasz, który jesienią 2006 r. szukał mozliwości dotarcia do komisji weryfikacyjnej WSI, oferując w zamian gratyfikacje m.in. finansowe.

"Czy w takim razie działania płk.Leszka Tobiasza nie były nakłanianiem do przestępstwa?" - zapytał retorycznie oskarżony dziennikarz.

Wojciech Sumliński stwierdził, że płk.Leszek Tobiasz, w celu dotarcia do członków komisji weryfikacyjnej WSI, próbował się posłużyć biskupami Głódziem oraz Dydyczem i w końcu dotarł do przewodniczącego komisji, Antoniego Macierewicza, a na dodatek zarejestrował rozmowę, jaką z nim odbył. W jaki sposób do niego dotarł? Niech to wyjaśni sam płk.Tobiasz, gdy będzie składał przez Wysokim Sądem swoje zeznania - powiedział Wojciech Sumliński.

Dziennikarz przypomniał, że płk.Aleksander L. już ok. pół roku przed zatrzymaniem wiedział, że został nagrany przez płk. Tobiasza. Wiedział również o śledztwie prokuratury dotyczącym rzekomej korupcji w komisji weryfikacyjnej (chociażby z informacji medialnych), a mimo to nadal utrzymywał z nim przyjacielskie relacje. "Czy w takim razie prokuratura ma jakieś inne wyjaśnienie tej sytuacji niż takie, że obaj panowie ze sobą ściśle współpracowali?" - znów retorycznie zapytał oskarżony dziennikarz. -"Ten fakt, to, że pół roku wcześniej Aleksander L. doskonale wiedział, że został nagrany, jest kluczowy dla tej sprawy!" - dodał. - "To była współpraca kogoś, kto miał "haka" z kimś, kto był "hakowany". Szantażysty i szantażowanego - doprecyzował dziennikarz.

Wojciech Sumliński przypomniał, że w tamtym okresie płk.Aleksander L. miał poważne problemy finansowe, spowodowane m.in. ciężką chorobą żony; dlatego być może "poszedł" na współpracę z płk.Tobiaszem, licząc na łatwy zarobek. Odnosząc się do zeznań płk.Aleksandra L (w jaki sposób doszło do korupcyjnej propozycji - przypis autora relacji), dziennikarz nazwał je "teatrem absurdu, nie mającym nic wspólnego z logiką". Jako przykład podał, że wg płk.L, miał zostać przez niego poinformowany, że płk. Tobiasz jest prowokatorem, wszysto nagrywa i że trzeba na niego bardzo uważać - a mimo tych ostrzeżeń, dziennikarz rzekomo miał się z nim kilkakrotnie spotykać i mimo tych rzekomych spotkań, żadne z nich nie zostało przez płk. Tobiasza... zarejestrowane.

Wojciech Sumliński powołał się również na fakt, że zdaniem Sądu Okręgowego w Warszawie (2010 r. - przypis autora relacji), zeznania Aleksandra L. są kłamliwe i nielogiczne. Zwrócił również uwagę, że także płk.Tobiasz został skazany i uznany prawomocnym wyrokiem Sądu za przestępcę (sędzia prowadzący proces poprosił p.Sumlińskiego, aby jak najszybciej dostarczył mu sygnatury tej sprawy celem weryfikacji).

Wyjaśnienia te, składane przez dziennikarza, a dotyczące płk.Aleskandra L. oraz płk. Leszka Tobiasza, miały, jak się domyślam, unaocznić sądowi, że prokuratura w swoim akcie oskarżenia opiera się na osobach niewiarygodnych, kłamliwych, a nawet uznanych za przęstępcę.

Następnie dziennikarz przytoczył fragmenty artykułu z "Gazety Polskiej" sprzed kilku tygodni, w którym opisano, że ABW (która prowadzi tę sprawę pod względem operacyjnym - przypis autora relacji) próbowała "pomóc" płk. T. aby objął szefostwo attaszatu wojskowego w Turkmenistanie lub Uzbekistanie, które to placówki są bardzo ważne m.in. ze względu na bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju. Ówczesny szef SKW, płk.Grzegorz Reszka (listopad 2007 do luty 2008 - przypis autora relacji), miał się na to nie zgodzić, gdy zapoznał się z teczką ochrony kontrwywiadowczej płk.T. z czasów, gdy ten pracował w attaszacie wojskowym w Moskwie  (link do artykułu: http://www.gazetapolska.pl/12305-komorowski-i-dwaj-panowie-t)

Wojciech Sumliński dodał jeszcze, że syn płk.Tobiasza znalazł zatrudnienie w SKW, gdy szefem tej służby został płk.Nosek, a żona płk.Tobiasza znalazła pracę w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawa - a stalo się to w okresie, gdy płk.Tobiasz został "pokrzywdzonym" w obecnie toczącym się procesie; jego problemy w prokuraturze wojskowej również się "rozwiały".

Po przerwie, która miała miejsce na prośbę oskarżonego Aleksandra L., dziennikarz kończąc "omawianie" postaci płk.Tobiasza powiedział, że pracował on w Moskwie w tym samym czasie, co uznany za kłamcę lustracyjnego (jeszcze nieprawomocnie - przypis autora relacji) Tomasz Turowski, a także, że zajmował się on szantażowaniem biskupa Paetza. Wojciech Sumliński podkreślił, że właśnie tego typu człowiek jest głównym świadkiem oskarżenia przygotowanego przez prokuraturę.

Odnosząc się nadal do prokuratorskiej "wizji" aktu oskarżenia, dziennikarz wyliczył następujące fakty, które rzeczywiście miały miejsce w tej sprawie:

- rozmowa płk.L z płk.Tobiaszem o płatnej protekcji faktycznie się odbyła

- nagranie z tej rozmowy zostało rzeczywiście wykonane przez płk.Tobiasza

- płk.Tobiasz po ok. 9 miesiącach zawiadomił organa ścigania o tych nagraniach

- płk.Aleksander L. o tym, że został nagrany przez płk.Tobiasza, wiedział na wiele miesięcy przed swoim zatrzymaniem

- w tamtym okresie rzeczywiście utrzymywał z płk.L bardzo ścisły kontakt

Do tych faktów, zdaniem dziennikarza, prokuratura dokooptowała całą masę przypuszczeń i domniemań, próbując tak zbudować tę historię, aby "zahaczyć" o nią również komisję weryfikacyjną WSI, a gdy to się nie udało, to przynajmniej próbując wyjść z tej historii, jak to się mówi, "z twarzą". Fakty te były przez prokuraturę naginane do z góry założonej tezy, zamiast budować tezę, opierając się na faktach. Prokuratura posuwała się również na etapie śledztwa do podważania wiarygodności świadków przywoływanych przez broniącego się dziennikarza (Leszek Pietrzak) lub w swoisty sposób zniechęcania ich do składania zeznań, sugerując, że mogą w ten sposób złamać tajemnicę dziennikarską (Przemysław Wojciechowski).

Według Wojciecha Sumlińskiego, innym przykładem na złą wolę prokuratury była interpretacja przez nią jego bilingów. W styczniu 2007 r. zdaniem prokuratury, utrzymywał on bardzo ścisły kontakt ze współoskarżonym Aleksandrem L., który polegał m.in. na tym, że wykonał do niego ok 20 telefonów, a płk.L z kolei dzwonił do niego ok. 40 razy.Wystarczyło jednak porównać bilingi ze stycznia 2007 z bilingami z poprzednich miesięcy, żeby się zorientować, że kontakty te były równie częste - i tak rzeczywiście było, bo Aleksander L. przekazywał w tamtym okresie dziennikarzowi wiele ważnych informacji dotyczących okoliczności śmierci ks.J.Popiełuszki oraz działalności WSI - a właśnie wtedy dziennikarz był zaangażowany w wiele projektów (reportaże, programy dla tv, książki), do których te informacje były mu bardzo przydatne.

Podobnie prokuratura naginała fakty związane z okolicznościami targnięcia się przez dziennikarza na swoje życie w dn.30 lipca 2008, kiedy to sąd podjął decyzję o jego aresztowaniu. Prokuratura napisała w akcie oskarżenia, że dziennikarz w tym dniu "odbył" ok.30 rozmów telefonicznych, co miało sugerować, że wcale nie przeszedł on w tym dniu jakiegoś załamania, tylko teatralnie je wyreżyserował. Prokuratura "zapomniała" jednak podać, że to nie dziennikarz dzwonił, tylko to jego przyjaciele, znajomi oraz rodzina dzwonili do niego, aby się zorientować, co się dzieje czy też przekazać mu słowa otuchy. W bardzo zbliżony sposób prokuratura przedstawiła opinię biegłych na temat zdrowia dziennikarza, "zlewając" dwie różne opinie, pierwszą z 2008 r, a drugą z 2009 r., w  jedną, która miała świadczyć o tym, że dziennikarz jest zdrowy (opinia z 2008 r. wyraźnie mówiła o tym, że Wojciech Sumliński przeżył autentyczne załamanie, a nie udawane).

Następnie dziennikarz ponownie przywołał postać płk.Leszka Tobiasza i zwrócił uwagę, że nie została przez niego nagrana żadna z rozmów, które ponoć mieli prowadzić, ponieważ jak tłumaczył płk.Tobiasz, albo akurat nie miał przy sobie sprzętu nagrywającego, albo akurat wtedy sprzęt ten odmówił posłuszeństwa.  Dziennikarz zwrócił również uwagę sądu, jak wielkie mozliwości manipulacji oraz osiągania założonych przez siebie celów ma osoba, która wie, że dana rozmowa jest w sekretny sposób nagrywana, poprzez "wrzucanie" podczas takiej rozmowy takich zdań czy wypowiedzi, które wyrwane z kontekstu mogą potwierdzać jakąś konkretną, założoną tezę. Opisując te możliwości manipulacji dziennikarz po raz kolejny w takcie tego procesu powiedział, że jego zdaniem Aleksander L. był przez płk.Tobiasza szantażowany, aby zmusić go do osiągnięcia właśnie takich, założonych przez płk.Tobiasza, celów.

Akt oskarżenia powstał po tzw."aferze podsłuchowej" w 2009 r. - przypomniał dziennikarz. Odbyła się wtedy konferencja najważniejszych prokuratorów w kraju, na której oświadczono, że akt ten powstanie jeszcze w tym (czyli 2009 r. - przypis autora relacji) roku. Po tej deklaracji prokuratorzy prowadzący tę sprawę masowo zaczęli odrzucać tych wszystkich świadków, którzy mogliby skomplikować to śledztwo prowadzone, jak twierdzi dziennikarz, pod z góry postawioną tezę. Takie prowadzenie śledztwa zostało skrytykowane m.in. przez Naczelną Radę Adwokacką. Kiedy dziennikarz oskarżył prowadzących sprawę prokuratorów o jej nierzetelne prowadzenie, prokuratura (jako instytucja - przypis autora relacji) najpierw odmówiła wszczęcia w tej sprawie śledztwa, a potem je umorzyła uznając, że co prawda prokuratorzy prowadzący sprawę, w której oskarżono o płatną protekcję Wojciecha Sumlińskiego oraz płk.Aleksandra L. złamali prawo, ale zrobili to... nieświadomie. Dziennikarz złożył od tej decyzji odwołanie.

Kluczowym pytaniem, wg Wojciecha Sumlińskiego jest to, czy w demokratycznym kraju, jakim podobno jesteśmy, można wygrać ze służbami specjalnymi? Tym bardziej, że akurat w tej sprawie zaistniały bardzo ważne osoby w państwie (jak chociażby aktualny prezydent Bronisław Komorowski) oraz szefostwo ABW.

Powracając jeszcze do bilingów, dziennikarz powiedział, że na ich podstawie można bez problemu ustalić moment, w którym powziął podejrzenia co do intencji działań płk.L. wobec niego - był to koniec kwietnia 2008 r. (ukazanie się artykułu prasowego o korupcji w komisji ds weryfikacji WSI - przypis autora relacji). Poprosił również sąd, aby hipotetycznie założył, że miał już wcześniej wiedzę o prowadzonej przez prokuraturę sprawie (o podejrzeniu płatnej protekcji - przypis autora relacji). Czyż nie odsunąłbym się wtedy wcześniej od płk.Aleksandra L.? Czyż nie podjąłbym jakichś działań, aby jak najbardziej zminimalizować możliwość wystąpienia w związku z tym dla mnie poważnych problemów? - pytał retorycznie dziennikarz. Dodał, że płk.L., mając wiedzę o prowadzonym śledztwie, miał dużo czasu, aby się w odpowiedni sposób przygotować do tej sytuacji (czyli postawienia w stan oskarżenia - przypis autora relacji).

Dla mnie skończyła się sprawiedliwość, kiedy ABW zabrała z Prokuratury Garnizonowej akta prowadzonych przeciwko płk.Leszkowi Tobiaszowi postępowań - powiedział Wojciech Sumliński.

Prokuratura wykonała również "szatańskie" zagranie i wstawiła do aktu oskarżenia zdanie, że celem intrygi dziennikarza i współoskarżonego z nim byłego pułkownika kontrwywiadu PRL miało być wymierzenie ciosu w komisję weryfikacyjną WSI - jednym słowem prokuratura rzekomo wzięła w obronę członków tejże komisji, przy okazji ukrywając dwuznaczne postępowanie w tej sprawie ABW, jak również próbując przedstawić tę sprawę jako czyste przestępstwo kryminalne, a nie jako sprawę polityczną.

Takiemu postawieniu sprawy przez prokuraturę nie dał wiary Antoni Macierewicz, który publicznie powiedział, co myśli o takich "zagraniach" prowadzących tę sprawę prokuratorów i jasno wskazał na płk.Tobiasza oraz płk.Aleksandra L. jako prowokatorów, których działania miały skompromitować pracę komisji weryfikacyjnej WSI. Dziennikarz ponownie podkreślił, że jego zdaniem to prokuratura działała w tej sprawie na zlecenie ABW, a nie ABW na zlecenie prokuratury.

Na koniec składania swoich wyjaśnień Wojciech Sumliński zaznaczył, że po zeznaniach płk.Leszka Tobiasza będzie chciał ewentualnie uzupełnić swoje zeznania oraz złożyć nowie wnioski dowodowe.

Do wyjaśnień Wojciecha Sumlińskiego chciał się odnieść Aleksander L. jak również obecna na rozprawie pani prokurator Jolanta Mamej, ale sędzia prowadzący sprawę, pan Stanisław Zdun, zarządził, że nastąpi to na kolejnej rozprawie, która odbędzie się 1 marca o godz.12:00 (do ok. 16:00) w sali 24 Sądu Rejonowego dla Warszawa-Wola znajdującego się przy uk.Kocjana 3, chyba, że zostanie ona utajniona w związku z tym, że Aleksander L. wcześniej sygnalizował Sądowi, że ma opowiedzieć o kulisach jakiejś prowokacji płk.Tobiasza (który został wezwany na tę rozprawę), co w związku z ewentualnymi klauzulami tajności (tajne, ściśle tajne lub poufne) może prowadzić do przeniesienia rozprawy od odpowiedniej sali Sądu Najwyższego (wyposażonej w urządzenia antypodsłuchowe - przypis autora relacji). Oskarżony Aleksander L. i jego adwokat zostali poproszeni przez Sąd o ustosunkowanie się do tej kwestii. Jeszcze kolejna rozprawa jest planowana na 13 marca, na godz 12:00 (do ok.16:00) w sali 134 Sądu Rejonowego Warszawa-Wola, na którą to rozprawę Sąd postanowił wezwać dziennikarza "Rzeczypospolitej" Wojciecha Wybranowskiego, pomimo sprzeciwu pani prokurator.

Na rozprawie, oprócz publiczności, obecni byli przedstawiciele mediów - radia WNET oraz niepoprawneradio.pl, jak również przedstawiciel SDP i senator Zbigniew Romaszewski.

Dzięki uprzejmości niepoprawneradio.pl kilka słów komentarza Pana Romaszewskiego nt rozprawy:

"(...) Sama sprawa jest prowadzona przez sędziego bardzo przyzwoicie.Muszę przyznać, że żadnych zastrzeżeń tu nie można mieć, natomiast jedna rzecz ukazuje się tu w sposób niezwykle jasny, przynajmniej w zeznaniach Wojciecha Sumlińskiego - że w gruncie rzeczy mamy tu do czynienia ze sprawą pozorną i że zasadnicza sprawa, a więc sprawa funkcjonowania na terenie państwa polskiego nieformalnej grupy, prowadzącej działalność operacyjną nakierowaną przeciwko komisji weryfikacyjnej WSI - po prostu ta sprawa utknęła, tej sprawy w ogóle nie ma (...)"

 

Relacje z poprzednich rozpraw:

http://ander.nowyekran.net/post/41043,proces-wojciecha-sumlinskiego-rozprawa-w-dniu-18-11-2011

http://ander.nowyekran.net/post/43108,wojciech-sumlinski-rozprawa-z-dn-06-12-2011-r

http://ander.nowyekran.net/post/43576,wojciech-sumlinski-rozprawa-z-dn-09-12-2011-r

http://ander.nowyekran.net/post/48496,wojciech-sumlinski-rozprawa-w-dn-17-01-2012-r-odroczona

 

KOMENTARZE

  • @ander
    Dzięki.
  • @grazss 16:09:08
    Nie ma za co - to ważny proces, w miarę możliwości będę na kolejnych rozprawach.

    Pozdrawiam
  • info za niezalezna.pl - płk. Leszek Tobiasz nie żyje
    Płk Leszek Tobiasz, były oficer WSI, główny świadek oskarżenia w tzw. aferze marszałkowej, w którą zamieszany jest prezydent Bronisław Komorowski, nie żyje - dowiedział się portal Niezalezna.pl.

    W listopadzie 2007 r. Tobiasz zgłosił się do Bronisława Komorowskiego z propozycją pomocy w zdemaskowaniu rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej. Nie do prokuratury, która jest właściwym do tego miejscem, ale do marszałka Sejmu.

    Po wizycie ppłk. T. Bronisław Komorowski zorganizował tajne spotkanie z udziałem Tobiasza, szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i Pawła Grasia. Po nim ABW wszczęła działania operacyjne wobec członków Komisji Weryfikacyjnej pod pretekstem rzekomej korupcji (weryfikacji żołnierzy WSI za pieniądze), czego jednak nie potwierdziło późniejsze śledztwo.

    Więcej w jutrzejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"

    http://niezalezna.pl/23453-nie-zyje-glowny-swiadek-w-aferze-marszalkowej

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej