Gorące tematy: Po wyborach Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
184 posty 938 komentarzy

Wojciech Sumliński - rozprawa z dn.14.12.2012 r.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kolejna relacja z procesu autora "Z mocy bezprawia".

Przedstawiam Państwu kolejną relację z procesu, w którym Prokuratura, powołując się na art.230 par.1 kodeksu karnego, oskarża dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego oraz byłego pracownika kontrwywiadu PRL, Aleksandra L., o rzekomą płatną protekcję podczas procesu weryfikacji żołnierzy WSI, prowadzonym przez komisję pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza w czasie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Rozprawie przewodniczył sędzia Stanisław Zdun, prokuraturę reprezentował prokurator Robert Majewski, oskarżonego Aleksandra L. aplikant adwokacki Sandra Orzechowska, a Wojciecha Sumlińskiego adwokat Waldemar Puławski. Rozprawę, za zgodą wszystkich stron, rejestrował kamerą Pan Janusz Gajewski (KSD/niepoprawneradio.pl), sali było obecnych ok. 10 osób publiczności.

Rozprawa, najpierw z powodu spóźnienia Wojciecha Sumlińskiego (utrudniony dojazd z powodu bardzo złej pogody), a także nieobecności części wezwanych świadków (Piotr Bączek nie stawił się z powodu choroby), rozpoczęła się kilka minut po godzinie 13-tej.

Na początku rozprawy sędzia Stanisław Zdun poinformował strony, że nie uwzględnił wniosku prokuratora Majewskiego o urzędową rejestrację rozpraw przy pomocu środków audio-video, ponieważ w Sądzie Rejonowym dla Warszawa Wola nie ma takich możliwości, a następnie wezwał świadka, Wojciecha Andrasika, emeryta wojskowego, byłego wysokiego oficera WSI.

Ponieważ Wojciech Andrasik oświadczył, że sprawę rzekomej korupcji w komisji weryfikacyjnej WSI zna wyłącznie z mediów, a on osobiście nie ma żadnej wiedzy na ten temat, Sąd postanowił odczytać zeznania świadka złożone w prokuraturze podczas postępowania przygotowawczego. Z odczytanych zeznań wynika, że świadek poznał tak płk.Leszka Tobiasza, jaki i płk.Aleksandra L. w połowie lat osiemdziesiątych, pracując razem z nimi w strukturach WSW. Świadek nie utrzymywał żadnych, poza służbowymi, kontaktów z płk.Tobiaszem, natomiast z płk.Aleksandrem L. nie kontaktował się do 2005 r. Wojciech Andrasik w 2007 r. złożył wypowiedzenie ze służby, a w 2008 r. odszedł do cywila - w poprzednich latach był żołnierzem WSI. Świadek spotykał się z płk.Aleksandrem L. na gruncie cywilnym w latach 2008 - 2009 r. , m.in  w Agencji Mienia Wojskowego, gdzie pracował Aleksander L. Wojciech Andrasik w swoich zeznaniach podał, że kilkakrotnie spotykał się m.in. z Antonim Macierewiczem i sędzią Bogusławem Nizieńskim, w ramach prac komisji weryfikacyjnej WSI, ale nie wie, czemu nie został pozytywnie zweryfikowany - nigdy natomiast nie proponowano mu weryfikacji w zamian za pieniądze, a on nie posiada żadnych informacji nt Aneksu do Raportu WSI.

Po odczytaniu zeznań świadka, Sąd zapytał strony, czy mają do niego jakieś pytania - ponieważ ani prokurator, ani tak obrońcy jak i bronieni przez nich oskarżeni nie mieli początkowo pytań, prowadzący rozprawę sędzia Stanisław Zdun sam zadał kilka świadkowi, próbując dowiedzieć się m.in. czy Wojciech Andrasik miał jakieś relacje służbowe z płk.Leszkiem Tobiaszem - świadek odpowiedział, że nigdy między nimi nie było podległości służbowej, obydwaj byli szefami oddziałów w kontrwywiadzie wojskowym.

W tym momencie o możliwość zadania pytań świadkowi poprosił Wojciech Sumliński, który zapytał Wojciecha Andrasika, jak długo pracował w WSI - świadek odpowiedział, że od jej powstania do rozwiązania. Następnie Wojciech Sumlińśki chciał zapytać świadka, czy w ramach zadań WSI mieściła się inwigilacja kościoła katolickiego, ale natychmiast zaprotestował prokurator, który wniósł o uchylenie tego pytania ze względu na brak związku ze sprawą - Sąd przychylił się do jego wniosku i uchylił to pytanie.

Kolejnych kilka pytań zadał ponownie przewodniczący składu sędziowskiego, którego interesowało m.in. czy świadkowi wiadomo, aby przeciwko płk.Tobiaszowi toczyły się jakieś postępowania karne, czy płk.Tobiasz podejmował jakieś działania wykraczające poza obszar działania WSI oraz czy do jego zadań służbowych należało ściganie przestępstw korupcyjnych - świadek odpowiedział, że na temat postępowań karnych przeciwko Tobiaszowi nie ma wiedzy, a ponieważ nie był przełożonym płk.Tobiasza, nie wie, czy ten przekraczał swoje uprawnienia w swoich działaniach, które polegały przede wszystkim na ochronie kontrwywiadowczej oraz neutralizacji zagrożeń terrorystycznych.

Sąd zapytał także świadka, jako doświadczonego oficera służb, czy z rozmów operacyjnych sporządza się notatki, a jeśli tak, to czy są od tego wyjątki - Wojciech Andrasik odpowiedział, że z każdej czynności powinno się sporządzać notatki, ale, jak wszędzie, zdarzały się przypadki, że np. "leniwy" oficer takiej notatki nie sporządzał, choć mądry szef nie powinien na to pozwalać. Przewodniczący, dopytując świadka w tej kwestii, chciał się dowiedzieć, jakie powinny być konsekwencje takiego postępowania - świadek odparł, że to zależy od wagi danej sprawy, a zgodnie z ustawą, czynności tajne i ściśle tajne powinny być dokumentowane. Sąd zadał kolejne pytanie - co by się stało, gdyby oficer prowadził czynności wykraczające poza zakres uprawnień - w odpowiedzi usłyszał, że byłoby to złamanie prawa, a zatajenie takiej czynności jest niedopuszczalne i groziłoby konsekwencjami służbowymi oraz prawno-karnymi.

O możliwość zadawania pytań zwrócił się w tym momencie adwokat Wojciecha Sumlińskiego, Pan Waldemar Puławski, który zapytał świadka, czy od czego zaczynają się czynności operacyjne czy też kto wprowadza zadania do wykonania. Wojciech Andrasik odpowiedział, że nie jest upoważniony do zdradzania "kuchni" operacyjnej służb, ponieważ podlega to klauzulom tajności. Waldemar Puławski sformułował więc to pytanie w inny sposób - co się dzieje, gdy oficer służb poweźmie jakąś istotną informację. Świadek odpowiedział, że przede wszystkim powinien on poinformować o tym swojego przełożonego, który zdecyduje, czy będą prowadzone w tej sprawie jakieś działania i kto je będzie prowadził. Adwokat zapytał, czy są ustawowe granice obszerności takiej informacji - świadek odpowiedział, że nie ma takich granic, ale za to jest obowiązek informowania o wszystkim swojego przełożonego. Waldemar Puławski zapytał następnie, czy jest jakaś forma archiwizowania gry operacyjnej od momentu powzięcia informacji, która ją zainicjowała - świadek odpowiedział, że taka dokumentacja jest prowadzona w formie teczki, która potem jest archiwizowana lub niszczona.

Słysząc to, sędzia zapytał, czy jest jakaś możliwość, aby z takiej teczki zniszczyć część dokumentów - świadek odpowiedział, że notatki są ewidencjonowane i nie ma takiej możliwości.

Kontynuując swoje pytania, Waldemar Puławski chciał się dowiedzieć, w jaki sposób służby prowadzą swoje działania kontrwywiadowcze czy osłonowe i czy ochraniana osoba jest ich świadoma - świadek odpowiedział, że służby informują daną osobę, którą ochraniają, jeżeli jakieś zagrożenie zostanie potwierdzone. Na pytanie sędziego, który chciał tę sprawę doprecyzować i dowiedzieć się, wobec kogo są prowadzone działania operacyjne - świadek odpowiedział, że są one prowadzone wobec osób, które stanowią zagrożenie dla osób, wobec których prowadzi się osłonę kontrwywiadowczą i dodał, w odpowiedzi na pytanie adwokata Wojciecha Sumlińskiego, że w interesie osłanianych osób jest informowanie służb o jakichś osobach, wobec których są wątpliwości co do rzeczywistych motywów ich postępowania i ewentualnej weryfikacji takich podejrzeń. Waldemar Puławski zapytał na koniec świadka, czy agentem służb przestaje się kiedykolwiek być - Wojciech Andrasik odparł, że odpowiadając jako obywatel, powiedziałby, że tak - ale jako oficer kontrwywiadu, odpowiedziałby nie, bowiem zawsze istnieje możliwość odnowienia kontaktu z takim byłym agentem.

Po ostatnim pytaniu swojego adwokata, o możliwość ich zadawania ponownie zwrócił się Wojciech Sumliński, który zapytał świadka, czy można prowadzić działania operacyjne bez wiedzy przełożonego - świadek odpowiedział, że takich działań nie można prowadzić, a jeśli ktoś to robi, to naraża się odpowiedzialność służbową, do karnej włącznie. Wojciech Sumliński zapytał, jak w takim razie powinien zachować się oficer WSI, który dowie się o popełnieniu jakiegoś przestępstwa - Wojciech Andrasik odparł, że przede wszystkim powinien poinformować o tym swojego przełożonego. Na pytanie dziennikarza, czy możliwe jest takie działanie oficera WSI, który zamiast do przełożonego idzie w takiej sprawie najpierw do polityka, Wojciech Andrasił udzielił odpowiedzi, że jest to złamanie procedury i podlega co najmniej odpowiedzialności służbowej. Świadek dodał, że w służbach panujej następująca zasada - to przełożony wie wszystko, co robi podwładny, ale nie odwrotnie, pominięcie przełożonego byłoby złamaniem procedury, choć świadek nie potrafi ocenić, czy byłoby to przestępstwo, bo nie jest upoważniony do takiego diagnozowania.

Wracając do jednego ze swoich pierwszych pytań, uchylonego przez Sąd, Wojciech Sumliński chciał się dowiedzieć od świadka, czym, jego zdaniem, jest działanie oficera WSI, który zajmował się inwigilacją Kościoła Katolickiego. Wojciech Andrasik odpowiedział, że sprawa ta znana jest mu jedynie z mediów, nie potrafi ocenić, czy publikacje na ten temat były prawdziwe - gdyby jednak tak było, to byłoby to złamanie zasad służbowych i wyciągnięte powinny zostać wobec takiego oficera konsekwencje służbowe, bowiem takiego rodzaju działalności nie przewiduje odpowiednia ustawa, która tą działalność reguluje. Dziennikarz zapytał świadka, czy słyszał o tym, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła sprawę o ujawnienie tajemnicy państwowej w sprawie o kryptonimie "Anioł" (tajna operacja wymierzona w abp.Juliusza Paetza - przyp.aut.) - ale Sąd poprosił dziennikarza, aby zadawał świadkowi pytania dotyczące sprawy, tzn. rzekomej korupcji w komisji weryfikacyjnej WSI - zezwolił jednak świadkowi na odpowiedź na to pytanie, która brzmiała "nie". Wojciech Sumliński zapytał wobec tego, czy świadek zna oficerów o nazwiskach Jasiek i Krawczyk - świadek zaprzeczył.

Przewodniczący zapytał z kolei świadka, czy w ramach działań kontrwywiadowczych była stosowana prowokacja - świadek odpowiedział, że ten sposób działania jest dopuszczalny przy przestrzeganiu odpowiednich przepisów, za zgodą prokuratury czy sądu. Sędzia zapytał następnie, jaki był status oficerów WSI po jej rozwiązaniu - świadek odparł, że oficerowie od stopnia pułkownika byli w dyspozycji Ministra Obrony Narodowej, a reszta w dyspozycji departamentu kadr - ale wszyscy nadal byli żołnierzami. Na pytanie sędziego, czy w dalszym ciągu ciążyły na nich obowiązki służbowe - świadek powiedział, że w każdej chwili mogli być wykorzystani do działań służbowych związanych z działalnością służb, ale nie prowadzili i nie mogliby prowadzić żadnych działań operacyjnych, poza tymi żołnierzami, którzy zostali włączeni do struktur SKW.

Na koniec jeszcze jedno pytanie zadał świadkowi Wojciech Sumliński, który chciał od niego uzyskać informację, czy służby WSI miały uprawnienia do inicjowania działań, jako pierwszy element danej operacji, ale świadek odpowiedział tylko, że działania służb kontrwywiadowczych były działaniami operacyjno-rozpoznawczymi oraz osłonowymi.

Na tym rozprawa została zakończona - kolejna odbędzie się już dzisiaj, 17 grudnia, jak zwykle w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Woli przy ul.Kocjana 3 w sali 134 - początek o godz. 11:00.

Uprzejmie proszę Szanownych Czytelników tej relacji, aby w ewentualnych komentarzach posługiwać się imieniem i inicjałem nazwiska, współoskarżonego w tym procesie wraz z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim, byłego wysokiego oficera kontrwywiadu PRL, Aleksandra L., ponieważ nie wyraził on zgody na podawanie w relacjach z procesu na swoich danych osobowych ani na publikowanie swojego wizerunku.

KOMENTARZE

  • Autor.
    WSI otwiera drzwi na salony. Jak płk Leszek Tobiasz dotarł do obecnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Kulisy afery aneksowej -

    W jaki sposób nieżyjący już Leszek Tobiasz, oficer były WSI, który rozpętał tzw. aferę aneksową, zwaną też marszałkową, tak łatwo dotarł jesienią 2007 r. do Bronisława Komorowskiego, ówczesnego marszałka Sejmu?

    Na to pytanie próbował odpowiedzieć sąd, przed którym pod zarzutem usiłowania płatnej protekcji odpowiada dziennikarz Wojciech Sumliński i Aleksander L. – były oficer WSW, peerelowskiej poprzedniczki WSI - informator Sumlińskiego, który ma taki sam zarzut, ale jest jednocześnie świadkiem oskarżenia.

    Leszek Tobiasz także był świadkiem oskarżenia. To on rzucił oskarżenie na Sumlińskiego, że ten próbował za pieniądze załatwić mu pozytywną weryfikację do nowych służb po rozwiązaniu WSI. Tobiasz, który miał zwyczaj nagrywania wszystkiego i wszystkich i archiwizowania tych nagrań, jakimś trafem nie miał żadnej taśmy z nagraną rozmową Sumlińskim, a tym bardziej z propozycją korupcyjną.

    Odpowiedź na pytanie jak doszło do kontaktu anonimowego Tobiasza z drugą osobą w państwie na pozór wydawała się jasna. Oto wezwany na świadka Jan Żychliński, starosta powiatu zachodniego warszawskiego z siedzibą w Ożarowie Mazowieckim zeznał przed sądem, że Tobiasz, który mieszkał w tej samej miejscowości, przyszedł do niego do urzędu i poprosił o kontakt z jakimś posłem z jego okręgu, bo ma „twarde dowody” na sprawę korupcyjną i chciałby o niej poinformować kogoś „wysoko postawionego”, bo „obawia się o życie syna”, który będąc żołnierzem służył akurat w Iraku. W czasie tej rozmowy Tobiasz informował, że jest oficerem WSI i będzie weryfikowany.

    Starosta ożarowski wyciągnął pomocną dłoń i skontaktował Tobiasza ze swoją znajomą - posłanką Jadwigą Zakrzewską, która swego czasu była również wiceministrem w MON. Potem poszło już gładko i Tobiasz spotkał się z Komorowskim.

    W relacji z przebiegu rozprawy, jaką zamieszcza na stronie Salon24.pl bloger Ander czytamy:

    Po jakimś czasie do świadka zadzwoniła poseł Zakrzewska, pytając o wiarygodność Leszka Tobiasza - świadek udzielił jej informacji, że sporadycznie się z nim spotyka, ale bliżej go nie zna, podkreślając przy tym, że Leszek Tobiasz mówił mu, że ma twarde dowody na tę sytuację (czyli propozycję korupcyjną - przyp.aut.). Poseł Zakrzewska po jakimś czasie zorganizowała spotkanie płk.Tobiaszowi z Bronisławem Komorowskim - odbyło się one w jego biurze poselskim, przy Krakowskim Przedmieściu, przy czym Marszałek Komorowski spóźnił się ok. godzinę na to spotkanie, ponieważ zatrzymały go jakieś obowiązki służbowe.(...)

    Kontynuując swoje wyjaśnienia, Jan Żychliński powiedział, że kiedy Bronisław Komorowski dotarł do swojego biura, udał się tam wraz z płk.Tobiaszem - Bronisław Komorowski wiedział o sprawie, poprosił ich do swojego pokoju, ale on wyszedł, ponieważ nie chciał być przy tej rozmowie i oczekiwał na Leszka Tobiasza na korytarzu.

    Na tym Żychliński zakończył swoje zeznania.

    Gdy sąd zaczął zadawać wnikliwe pytania i dopuścił do głosu Sumlińskiego i jego adwokat – Konstancję Puławską, w zeznaniach Żychlińskiego pojawiły się luki.

    Pytali po pierwsze, jakiego rodzaju była znajomość świadka z Tobiaszem, że nie tylko pomógł mu zorganizować spotkanie z Komorowskim, ale i pojechał na nie, choć w nim potem nie uczestniczył. Sędzia dopytywał się, dlaczego jako starosta potraktował Tobiasza i jego prośbę jako coś nadzwyczajnego, a nie zrobił tak jak powinny postępować osoby urzędowe i dlaczego nie zawiadomił organów ścigania, gdy dowiedział się o korupcji.

    Świadek zeznał, że namawiał Tobiasza, by zgromadzone przez siebie dowody przekazał organom ścigania, ale bez skutku.

    Wojciech Sumliński zapytał świadka, jak rozumiał on zagrożenie życia syna Tobiasza, skoro sprawa miała charakter korupcyjny, a syn Tobiasza był w Iraku? Pytanie wywołało sprzeciw prokuratury i sędzia uchylił je.

    W zeznaniach starosty było więcej nieścisłości. Jednak najważniejsze pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi. Jak to się stało, że Leszek Tobiasz – mało znaczący oficer WSI – tak łatwo dotarł do Komorowskiego, o którego osobie mówi się, że jest „mocno eksponowana” w nieodtajnionym do dziś aneksie do raportu z weryfikacji WSI?

    Slaw/ ander

    RELACJĘ Z ROZPRAWY WOJCIECHA SUMLIŃSKIEGO MOŻNA PRZECZYTAĆ NA salonie24.pl
  • Ciekawy cytat. To dlatego tak bul przebierał nogami by ten raport uzyskać, tam prawda o nim i
    jego prawdziwym nazwisku. - W zeznaniach starosty było więcej nieścisłości. Jednak najważniejsze pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi. Jak to się stało, że Leszek Tobiasz – mało znaczący oficer WSI – tak łatwo dotarł do Komorowskiego, o którego osobie mówi się, że jest „mocno eksponowana” w nieodtajnionym do dziś aneksie do raportu z weryfikacji WSI?
  • @Kula Lis 62 12:32:10
    Ciekawe dlaczego Macierewicz jego twórca(aneksu) ma go w głowie i???..., oraz znający go i mający go na dyskietkach(bo że nie mają to nie uwierzę, bo to polisa na życie i godne przeżycie, coś jak u Hoovera i Kiszczaka) w tym Sumliński nie ujawnią go Polakom??? mimo zakazu przez SN/TS? czy TK?, Polska Racja Stanu chyba ważniejsza niż te ukazy posowieckich instytucji w/w?
  • @Kula Lis 62 12:34:56
    Wydaje mi się, że płk.Tobiasz nie był mało znaczącym oficerem WSI - ale to wymagałoby osobnego zbadania i dostępu do informacji, który nie jest łatwy.
    Zwracam uwagę chociażby na jego pracę w ambasadzie RP w Moskwie w latach 90-tych, w bardzo "ciekawym" towarzystwie.

    Pozdrawiam
  • @Kula Lis 62 12:40:45
    Co do Aneksu - mam nadzieję, że ta sprawa się kiedyś wyjaśni.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY

więcej